Filla Krzysztof   Galeria Fotografii

"Nie jestem Terrorystą, fotografia to moje hobby"

AZJA AMERYKA EUROPA POLSKA PRZYRODA RÓŻNE RELACJE O MNIE KONTAKT KSIEGA GOŚCI STRONA GŁÓWNA 35 godzin w Indyjskim autobusie

Stoję na dworcu autobusowym przed kasą biletową w Dżammu, z zamiarem kupna biletu. Zwariowany i zbity tłum mężczyzn przeciska się przed małym okienkiem kasy, przez które wciska się gąszcz rąk, trzymających banknoty. Każdy ma nadzieję, że to właśnie On zostanie wybrany następnym razem. Bileter spokojnie skończył wypisywać bilet. W tym momencie, każdy zaczął wykrzykiwać nazwę swojej miejscowości, co stworzyło nieopanowany rumor.

A ja stoję z boku z pakunkiem w ręku i ogromnym przeładowanym plecakiem, wiszącym na moich ramionach. Zastanawiam się, jak w tym całym zamieszaniu, uda mi się kupić bilet na ostatni w tym dniu autobus. Z boku kasy jest jednak drugie, małe okienko, przy którym nikogo nie ma. Włożyłem rękę z odliczoną gotówką, licząc na łut szczęścia. W międzyczasie, do pomieszczenia kasy wchodzą indyjscy wojskowi i bezproblemowo wychodzą z kilkoma biletami. Po 15 minutach mojego cichego oczekiwaniach, bileter spogląda na mnie z pytaniem o miejscowość. Bez zastanowienia kupuję ostatni bilet na miejsce stojące do Manali.

Wreszcie z ulgą, wrzucam plecak na dach autobusu. Tym razem się udało. Zanim się zorientowałem, pojazd był już tak pełny, że z ledwością stanąłem całymi stopami na pierwszym schodku autobusowych drzwi. Trzymając się czegoś próbowałem utrzymać się wewnątrz. Zacząłem się pchać i krzyczeć na hinduskich pasażerów, aby bardziej się posunęli w głąb autobusu, lecz ludzie odpowiedzieli tylko śmiechem. Część środkowa pojazdu była przepełniona tak samo, jak przy wyjściu. Kierowca dał znak klaksonem, że odjeżdża. Trzy osoby, zaciekle rozmawiające tuż przy autobusie, na odgłos sygnału doskoczyły do wejścia, próbując znaleźć miejsce dla swoich stóp. Autobus z wolna ruszył. Jeden, z trzech pasażerów, trzymał się moich ramion, żeby nie wypaść. Z ulgą odetchnąłem, kiedy po kilkunastu sekundach, złapał się jakiejś części drzwi. Wszyscy trzej, byli całkowicie zawieszeni na zewnątrz autobusu, kontynuując swoją rozmowę, jak gdyby nigdy nic. Przy wyprzedzaniu przyklejali się do mnie i do reszty ludzi, jak pijawki, aby nie zahaczyć o wyprzedzany autobus lub inny pojazd.

Zacząłem się śmiać z sytuacji, w której się znalazłem, choć perspektywa spędzenia nocy w takiej pozycji, nie zapowiadała się wesoło. Jadę już od piątej rana. Ciągle zmieniam autobusy, a przede mną jeszcze 9-10 godzin jazdy po górskich serpentynach. Pomimo silnego zmęczenia, po trudach podróży i niedospanej nocy, czułem wielką frajdę i satysfakcję, że w ogóle jadę, a nie siedzę na dworcu czekając na poranny autobus. Ale taki właśnie jest smak przygody, podróżowania po Indiach. Na szczęście, moje nienajlepsze położenie w autobusie nie trwało długo. Po przeszło 30 minutach udało mi się przedostać na następny stopień, a po godzinie autobus zatrzymał się i wszyscy musieli wysiąść z powodu kontroli wojskowej autobusu i bagażu, ponieważ była to granica stanowa Dżamu & Kaszmir.

Tym razem szczęśliwie usadowiłem się na czyjejś walizce, tuż za kierowcą, obok okna. Pomimo nocy, temperatura powietrza ciągle była wysoka, a wilgotność powodowała, że wdychane powietrze przypominało gęstą maź. Ze wzrostem wysokości temperatura obniżała się co było nieopisanym komfortem w przepełnionym autobusie. Po niedługim czasie, zaczęło padać. Po kilku sekundach deszcz zamienił się w oberwanie chmury, niespotykane w polskiej szerokości geograficznej. Napór deszczu był tak olbrzymi, że woda wciskała się każdą najmniejszą szczeliną. Cienka szparka, w nie domykającym się oknie, sprawiła, że prawa strona mojej koszulki i twarzy była mokra. Woda płynęła w autobusie strumieniem. Kierowca zwolnił z braku widoczności do tego stopnia, że miałem wrażenie, że stoimy. Autobusy w górach i tak nie jeżdżą zbyt szybko (średnio ok. 20km /h, a maksymalna dozwolona prędkość to 40km/h, odcinek ok. 300km pokonuje się w 2 dni, z noclegiem).

Po kilku minutach ściana wody ustąpiła równie szybko jak się pojawiła, zmieniając się w drobny deszczyk, który z kolei ustąpił miejsca gęstej mgle. Po takiej ulewie, mogłem sobie wyobrazić jak wyglądają rzeczy w moim plecaku, który był na dachu. Tuż przed nadejściem świtu, autobus dołączył do kolejki pojazdów, w której utkwił na najbliższe 8 godzin. Jak się okazało, monsunowy deszcz rozmiękczył ziemię, a ta w postaci błota i kamieni obsunęła się, zasypując drogę. Kiedy autobus ruszył wszystko o czym marzyłem, to dotrzeć już na miejsce przeznaczenia. Chciałem znaleźć hotel i odpocząć po 35 godzinach spędzonych w znojach podróży, niewygodnymi autobusami, w niczym nie przypominającymi europejskich standardów i warunków bezpieczeństwa.

Tekst: Filla Krzysztof

FACEBOOK fanpage:



Webmaster of
www.filla.pl
Filla Krzysztof

Kopiowanie, publikowanie i jakiekolwiek wykorzystywanie fotografii bez zgody autora jest przestępstwem. Dlatego zabrania się wykorzystywania zawartości tej witryny bez zgody autora ©2004-2018